Miesięcznik Benefit – miesięcznik kadrowych, kierowników i dyrektorów HR

Strona główna » Warto przeczytać » Felieton

Motywacja jak orgazm

Motywacja  jak orgazm
Fot. istockphoto.com
Kiedy przygotowywałem się do IV Festiwalu Inspiracji, postanowiłem sprawdzić, co nam w duszy gra, czego poszukujemy najbardziej. Bezapelacyjnie zbawienia. Na drugim i trzecim miejscu motywacji i orgazmu. Czasem wygrywa jedno, czasem drugie, zależnie od wieku poszukujących i pragnących. Skoncentrowałem się na motywacji.

Sam Festiwal Inspiracji – znakomity, doskonali mówcy,  z różnorodnym doświadczeniem, odmiennymi spojrzeniami  na świat, życie i biznes. Plus laureaci Konkursu  Mówców. Plus znakomita organizacja. I ponad 500 osób  znakomitej publiczności. Na takich spotkaniach, także  z udziałem guru biznesu, nie da się ustalić rankingu inspiracji  obiektywnie najbardziej wartościowych. Z inspiracją  jak z prawdą. Jak mawiał ks. prof. Tischner – są trzy prawdy:  „świenta prowda, tyż prowda i gowno prowda”. Każdy  ma swoją prawdę. To co mnie osobiście poruszyło najbardziej,  to fragment wystąpienia Roberta Kroola o przenikliwości.  I o tym, że motywują tylko ci menedżerowie, którzy  nie potrafią wspierać. Przenikliwość nakazuje dostrzec,  że ja motywuję ciebie, byś zrobił to, czego ja chcę! Natomiast  wspierać mogę kogoś w realizacji jego własnych działań  i zamierzeń, nie swoich. Drugim niezwykle ważnym dla  mnie momentem był slajd Iwony Majewskiej-Opiełki. Powiedziała  ona, że kiedy mówił Demostenes, wszyscy go  słuchali. Kiedy mowił Alcybiades – wszyscy to robili. Co  więc w przemawianiu ważniejsze?  Sam mówiłem o motywacji. I jej rozmaitych, czasem niebezpiecznych  aspektach. Kiedy popatrzymy na dowolne  wiadomości, zobaczymy tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi  niezwykle zmotywowanych najwyższymi wartościami.  Patriotycznymi i religijnymi. Adres: Ukraina, Syria, Strefa  Gazy, Irak… A skutki tych motywacji?  W czasie mojego wystąpienia wspierałem się wydarzeniami  z sierpnia 2014 r., by pokazać, że motywacja to nie coś  ekstra wyjątkowego. To motor niemal wszystkich naszych  działań, działań codziennych. W sierpniu cała Polska żyła  aferą wokół meczu Celtic – Legia. Media były pełne wypowiedzi  o szakalach i złodziejach z UEFA, skazaniu Legii  na śmierć. Z powodu drobnego błędu przy zielonym stoliku  Legię zdyskwalifikowano, wyrzucono z Ligi Mistrzów.  Przez ponad dwa tygodnie wszystkie media przywoływały  nieustannie ten temat.  A jaka jest prawda? Dość prosta niestety – art. 18 ust. 1: tylko  właściwie zarejestrowany na dany mecz zawodnik może  wypełnić nałożoną na niego karę. Ukarany czerwonymi  kartkami zawodnik nie miał „nie grać”, miał zostać „właściwie  zarejestrowany” i odsunięty. Innymi słowy, zawodnik  do tej pory kary nie wypełnił, bo nigdy nie został „właściwie  zarejestrowany”. Nie miało też znaczenia, że wszedł  na boisko tylko na cztery minuty. Mógł nie wchodzić. Sam  fakt wpisania go przez Legię na listę meczową wystarczył  do otrzymania walkowera. Bo kara za to (art. 21 ust.4) jest  jedna: walkower. Nikt też Legii nie zdyskwalifikował, bo  gdyby w Warszawie wygrała 5–1, mimo walkowera Legia  grałaby nadal. Tu nasuwa się pytanie – co motywowało kilkuset  działaczy, piłkarzy, dziennikarzy, by przez dwa tygodnie  tak bezczelnie kłamać? Każdego coś innego.  Media szukały sensacji, stale więc przeciwstawiały sobie –  tylko 4 minuty, aż 6–1 i dyskwalifikacja? Sierpień, sezon  ogórkowy, trzeba emocje podkręcać! Działacze Legii, co  oczywiste, przerzucali odpowiedzialność na wszystkich,  byle ją odsunąć od siebie. Dlaczego jednak nikt nie znał przepisów  wcześniej? Klub piłkarski – piłkarze, ich menedżerowie,  trenerzy, działacze, prawnicy, właściciele, władze –  to lekko licząc setka ludzi. Nikt z nich nie zadał sobie tego  istotnego pytania? Kiedy jesienią 2013 r. UEFA odsunęła  zawodnika na trzy mecze – dlaczego wówczas nikt niczego  nie sprawdził? Co motywuje setkę ludzi, że przez ponad  poł roku NIKT się nie zainteresował własną pracą? To, że  przy okazji działacze i media wkręcili nas w jakiś przedziwny  zafałszowany świat – to tylko drobiazg.  Tekst ten (o święty cykl wydawniczy!) piszę dzień po Festiwalu  Inspiracji. Jest niedzielny poranek, 31 sierpnia.  Wczoraj niezwykle zmotywowani polscy siatkarze wobec  63 tysięcy równie zmotywowanych Polaków na Stadionie  Narodowym rozjechali Serbię 3–0. Kiedy tekst ukaże  się drukiem, będziemy już wiedzieli, na ile wystarczyło  im tej motywacji. Oby do końca. Dziś także w Warszawie  dziesięciotysięczny Półmaraton Praski. Ceniony, bo trasa  ma mało zakrętów i pozwala odpowiednio zmotywowanym  biegaczom pobić własne rekordy życiowe. Wczoraj,  zanim zagrali siatkarze, „europejskim prezydentem” został  Donald Tusk. Można go lubić albo i nie, ale motywacji  odmówić mu nie można. Pod Narodowym, gdzie wczoraj  wygraliśmy z Serbią, a dziś biegali maratończycy, ktoś  zmotywował 1953 osoby do wspólnego podbijania 1953  piłek siatkowych. I tak padł jeden z rekordów Guinnessa.  Oczywiście natychmiast pojawiają się inaczej zmotywowani.  Że zablokowane ulice w ostatni dzień wakacji, że Tusk  będzie tylko sekretarzem Merkel, że zna słabo angielski, że  nie stać nas na organizację Mistrzostw Świata, że… Z motywacją  jak z prawdą. Każdy ma (lub może mieć, jeśli tylko  zechce) swoją. Wybór należy do nas. Tylko co NAS SAMYCH  motywuje? 

Marek Skała
Megalit Instytut Szkoleń
Właściciel/Trener

 

2014-10-02 11:11 Opublikował: Benefit
Tematy pokrewne (tagi): skała,



Reklama:

tel. kom: 508-548-308

Redakcja:

Newsletter


Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowo-promocyjnych oraz na otrzymywanie od Spółki oraz podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. za pomocą środków komunikacji elektronicznej
... Rozwiń
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Spółkę, zgodnie z ustawą z dn. 29.08.1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. Nr 101 poz. 926, ze zm.) w celach marketingowo-promocyjnych oraz wyrażam zgodę na otrzymywanie od Spółki i informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.). Jednocześnie wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych przez Spółkę podmiotom z Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. w celach marketingowo promocyjnych związanych z promocją lub reklamą produktów i usług oferowanych przez te podmioty jak również wyrażdam zgodę na otrzymywanie od tych podmiotów informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.) Zgody mogą być odwołane w każdym czasie. Administratorem danych osobowych jest Benefit IP Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa ul. Canaletta 4, 00-099 Warszawa. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych i nie będą udostępniane innym odbiorcom. Ich podanie jest dobrowolne, a każda osoba ma prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania oraz wyrażenia sprzeciwu wobec ich przetwarzania.