Miesięcznik Benefit – miesięcznik kadrowych, kierowników i dyrektorów HR

Strona główna » Motywacja

Jak jest przymus, to nie ma wolności

Jak jest przymus, to nie ma wolności
Jacek Walkiewicz – psycholog, mówca, trener, autor książki „Pełna MOC możliwości” i właściciel księgarni „Pełna MOC słów”. Członek Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców / Fot. Bartek Syta
Z Jackiem Walkiewiczem rozmawiał Jacek Babiel

Usłyszałem ostatnio od kolegi, że książki Walkiewicza są niebezpieczne. Czy to prawda?

Wiedza, jeśli jest prawdziwa, nie może zaszkodzić. Jeżeli mamy do czynienia z jasnym i uczciwym źródłem informacji, z tekstem, w którym autor pisze o swoich doświadczeniach i przeżyciach, o tym, co go autentycznie dotyka, taka relacja nie może być niebezpieczna. Jeśli zmyśla, ukazuje odbiorcom świat iluzji, wówczas taki tekst jest niebezpieczny. W swoich książkach nie posługuję się sloganami. I tu moja prośba o to, żeby ludzie mieli osobisty dystans do tego, co czytają. Idąc po moich śladach, nie zawsze zdołają dojść do tego samego miejsca, do którego ja dotarłem. Moje nagrania mają półtora miliona odsłon na platformie TEDx, co nie oznacza, że prezentowany w nich sposób na sukces jest uniwersalny, że ktoś zaistnieje w sieci, bo Walkiewicz zaistniał. Każdy musi znaleźć własną drogę.

 Naśladownictwo nie działa?

 Nie. I tu kryje się odpowiedź na pytanie: czy książka może być niebezpieczna? Jeżeli ktoś chce podążać tą samą drogą co ja i dojść w to samo miejsce co ja, będąc zupełnie innym człowiekiem i startując z zupełnie innego poziomu, nie zdoła osiągnąć założonego celu.

Piszesz w swoich książkach o marzeniach. Ludzie marzą. Rzucają wszystko i podążają za marzeniami.

Od pewnego czasu powtarzam ludziom, że marzenia są przereklamowane, bo do nich prowadzi codzienne życie. I to ono jest kwintesencją tego, z czym trzeba się zmierzyć. Zresztą większość wystąpień na TEDx jest poświęcona temu, jak ludzie realizują swoje marzenia. Robią to na rożne sposoby. Na ten temat napisano wiele książek. Niektórzy być może uwierzyli, że prezentowane historie to jedyny klucz do osobistego sukcesu. I to może być niebezpieczne.

www_2.jpg

Marzenia?

Podążając w stronę marzeń, trzeba to robić świadomie. Po drodze możemy się zmieniać. Jeżeli ktoś marzy, by się duchowo rozwijać, trudno mu będzie to pokazać. O mnie się często mówi w firmach – Jacek od kampera. W sposób niezamierzony kamper stał się symbolem marzeń i realizacji czegoś szalonego. Wejście w takie doświadczenie jak kamper to nowe środowisko, ludzie, warsztaty samochodowe, zloty. Droga do realizacji marzeń może człowieka zmieniać. Najważniejsze, aby ta zmiana była świadoma i przemyślana. Dziś do marzeń podchodzi się trochę instrumentalnie. Mam marzenia, one nadają sens mojemu życiu, realizuję je. Najlepiej w poł roku, góra rok. I tak po kolei odhaczam, co udało mi się zrealizować z listy marzeń. Stają się one takim samym uzależnieniem jak wszystkie inne uzależnienia.

To lepiej przestać marzyć?

Kiedyś ranga marzeń była inna. Były to rzeczy odświętne do sześcianu. Przez sam fakt, że były niedostępne, wyróżniały tego, kto je miał. Mówiąc o marzeniach, odnoszę się do rzeczy, które dla mnie dzisiaj stały się realne, są w zasięgu e-maila, jednej strony WWW. Kiedyś nawet trudno było o nich marzyć, ponieważ były one poza zasięgiem finansowym – i w ogóle poza zasięgiem. Są oczywiście inne wielkie marzenia, takie jak przepłynąć kajakiem Pacyfik czy wdrapać się na Mount Everest. To wymaga hartu ducha, dobrej łódki, wiedzy, ćwiczeń, przygotowania, pieniędzy. Jest to marzenie z kategorii kreowania szerokiej wizji, a potem jej realizacji, bowiem na efekt – satysfakcję – składa się wiele elementów. Nie chodzi o to, że zbuduję sobie kajak lub kupię łódkę. Kajak posłuży mi jako narzędzie. Owo marzenie to wizja spotkania siebie na rożnych płaszczyznach – samotności, ryzyka, lęku o życie. Przetestowania siebie. Realizowanie tego, co bym nazwał szerszą wizją życia, według mnie zawsze ma w sobie pozytywną, transformującą moc. Człowiek po drodze się zmienia, poznaje siebie. Są również zwykłe marzenia, z kategorii – chcę mieć. Żyjemy w takiej kulturze, w której wszystko mamy. Marzenia dotyczące stanu posiadania mogą zatem rozczarować. Jak się już ma tego iPhone’a lub wyląduje się w tej Australii, to może się okazać, że się za tym nic więcej nie kryje.

To „być”, a nie „mieć”, jest ważniejsze?

To nie jest kwestia wyboru – być czy mieć. To jest kwestia wysiłku i własnej kreacji. Mam nowe marzenie, odkryłem nową pasję. Jesteś pierwszym, który może o tym napisać. Z wiekiem przychodzi zapotrzebowanie na coś, co jest trwałe, ma w sobie jakąś historię, duszę. Na przykład stare samochody, tzw. klasyka z lat 60. i 70. Postanowiłem znaleźć taki samochód, który będzie w zgodzie ze mną. Jest to volkswagen rocznik siedemdziesiąty. Jest to materialne marzenie, ale kryje się za nim mnóstwo wyzwań związanych z poszukiwaniami, odkrywaniem, z siedzeniem nad katalogami, rozmowami, udziałem w zlotach i poznawaniem ludzi. Najbardziej wartościowy w tym marzeniu jest element tworzenia. To nie jest prosta zależność: mam pieniądze i kupię sobie marzenie.

Dzisiaj, w dobie posiadania wielu dóbr materialnych, pracodawcy mają ogromny problem z zaangażowaniem i motywowaniem pokolenia Y. Młodzi ludzie żyją w przeświadczeniu, że nie mają dokąd dążyć.

Szczęście jest doświadczeniem duchowym. Szczęście to chcieć tego, co się ma, to sztuka akceptacji. Szczęście jest na poziomie umysłu. To stan umysłu. Dobra materialne dają chwilowe poczucie radości. Szczęście duchowe jest trudne do osiągnięcia. Kryje się ono w mierzeniu się z trudnościami, w niezłomności, dzięki ktorej człowiek się nie poddaje. Pokolenie Y jest odcięte od duchowości.

Odcięte od dochodzenia do tej duchowości czy w ogóle odcięte od duchowości materialnością tego świata?

 Odcięte od głębszych przeżyć, od działań, w których jest np. duch zespołu. Łatwiej jest stworzyć ducha zespołu z ludźmi, którzy są gotowi na wysiłek i trudności, oddaloną gratyfikację. W moim pokoleniu nie istniało pojęcie motywacji. Nie mówiło się: „To dziecko jest niezmotywowane”, mówiło się: „Zdolny, ale leń!”. W mentalności ludzi starszych było zakorzenione poczucie obowiązku. Ono hartowało charakter człowieka. Ludzie musieli pewne rzeczy zrobić, musieli przenieść ze studni wodę w wiadrach i tyle. Dzisiaj doszliśmy do wygodnego, bardzo intuicyjnego świata, w którym nie musisz myśleć, jak czegoś użyć. Nie musisz się mierzyć z trudnością, która hartuje ducha. Taką, która wymaga samodyscypliny i samokontroli. Pokolenie Y ma tyle, ile żeśmy im dali. Czy po 20 latach przekonywania, że ten świat tak wygląda, jak wygląda, możemy nagle dokonać zmiany i powiedzieć, że to wszystko to była ściema? To jak oglądanie pięknych miejsc w katalogach o Europie, a następnie pojechanie tam i zobaczenie, że to, co nas zachwyciło na fotografiach, jest mniejsze, bezbarwne, zatłoczone, może się też zdarzyć, że ukradną ci tam torebkę. Młodzi ludzie wchodzą w świat, który zupełnie inaczej wygląda niż wizja, na którą zostali przygotowani. Ten świat, w którym się wychowali, był światem zorganizowanym przez rodziców na tyle bezpiecznie, że nie było potrzeby o nic się starać. Reprezentanci pokolenia Y mają poczucie, że są ograniczeni właśnie przez to, że można wszystko. A jak można wszystko, wybór staje się trudny. Odpowiedzialność, która dzisiaj spada na młodych ludzi, jest przez nich odbierana jako coś niewygodnego.

www_3.jpg

To, o czym mówisz, kojarzy się z opowieścią o stacji, na której jest za dużo pociągów i człowiek nie może się zdecydować, do którego wsiąść?

Tak. Wszystkiego jest zbyt wiele i człowiek nie wie, którą drogę wybrać. Kiedyś człowiek wiedział, dokąd iść, i szedł na przełaj, bo istotniejsze było to, gdzie chce dojść. A dzisiaj to drogi są ważne. Kiedyś te punkty kontrolne były jasno określone. Mieszkanie jako dobro wyjątkowe, telefon dla wybranych, talon na samochód. Jeżeli zadasz młodemu człowiekowi pytanie, co dla niego jest najważniejsze, za co warto byłoby oddać kawałek siebie, być może usłyszysz, że takim celem są marzenia. Bo one z założenia są czymś odświętnym, niezwykłym, zwłaszcza te wymagające pewnego wysiłku. Z drugiej strony może to rozczarowywać, bo ile o tym można myśleć. Wstawać rano i cały czas o tym gadać – tak nie da się żyć! Wcale nie jest tak, że wszyscy muszą podzielać nasze wizje. W związku z tym zamiast szukania wyjątkowego celu pozostaje nam zwykła codzienność.

Ludzie na przerwach podczas konferencji rozwojowych mówią często: „To jest takie proste, niczego nowego nie odkryliśmy”. A przychodzą dalej, żeby was posłuchać. Dlaczego?

Uczestnicy tego typu wydarzeń to m.in. ludzie będący w sytuacji, w której potrzebują nowego błysku. Największą sztuką jest odkryć w świecie, który znasz, coś nowego. Ci ludzie pragną spojrzeć przez okno na drzewo, które tam rośnie od 20 lat, z innej perspektywy. David Neenan na swoich spotkaniach Business & You daje ludziom taką szansę. Niektórzy budzą się rano, wychodzą z domu, dotykają trawy i mówią: „Rośnie, ja to czuję”. Na co dzień mało kto się zastanawia, że trawa rośnie i że jest w tym coś cudownego. To są ludzie, którzy mówią: „Przyjechałem po to jedno zdanie”. Odkrywcze to ono nie jest samo w sobie, ponieważ gdybyśmy znali historię filozofii i Biblię, zobaczylibyśmy, że wszystko, co ludzie mówią, zostało już powiedziane na wszystkie możliwe sposoby. To nie jest tak, że Walkiewicz zobaczył coś, co może być oryginalne. Druga grupa ludzi to osoby uzależnione od takich wystąpień. Ciągle potrzebują bodźca, żyją w iluzji, w oderwaniu od rzeczywistości, a tego typu spotkania mają dużą emocjonalność. Po tego typu spotkaniach człowiek jest podkręcony, czuje się jak na haju. Przez jakiś czas myśli: „Trzeba działać”, później poziom chęci i energii spada z powodu codziennych trosk. Trzecia grupa ludzi to są łapacze czegoś nowego. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale coraz większą popularnością cieszą się mówcy z kategorii aktor, z kategorii stand- -up, z kategorii nie co on mówił, ale fajnie gadał, fajnie się go słuchało. Ale jeśli miałbym to streścić, nie jestem w stanie powtórzyć tego, co on powiedział. To jest przerost formy nad treścią. Ale przyjemny w odbiorze.

Więcej można przeczytać w wersji papierowej lub pdf - KLIK

2015-10-05 08:23 Opublikował: Benefit
Tematy pokrewne (tagi): walkiewicz,



Reklama:

tel. kom: 508-548-308

Redakcja:

Newsletter


Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowo-promocyjnych oraz na otrzymywanie od Spółki oraz podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. za pomocą środków komunikacji elektronicznej
... Rozwiń
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Spółkę, zgodnie z ustawą z dn. 29.08.1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. Nr 101 poz. 926, ze zm.) w celach marketingowo-promocyjnych oraz wyrażam zgodę na otrzymywanie od Spółki i informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.). Jednocześnie wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych przez Spółkę podmiotom z Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. w celach marketingowo promocyjnych związanych z promocją lub reklamą produktów i usług oferowanych przez te podmioty jak również wyrażdam zgodę na otrzymywanie od tych podmiotów informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.) Zgody mogą być odwołane w każdym czasie. Administratorem danych osobowych jest Benefit IP Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa ul. Canaletta 4, 00-099 Warszawa. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych i nie będą udostępniane innym odbiorcom. Ich podanie jest dobrowolne, a każda osoba ma prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania oraz wyrażenia sprzeciwu wobec ich przetwarzania.