Miesięcznik Benefit – miesięcznik kadrowych, kierowników i dyrektorów HR

Strona główna » Motywacja » Człowiek HR

Pomaganie to moja pasja

Pomaganie to moja pasja
Fot. Kasia Sójka
Z Karoliną Adamską, prezes Fundacji Mam Marzenie, rozmawiała Katarzyna Patalan

Działalność Fundacji w całości oparta jest na wolontariacie. Dotychczas udało się spełnić ponad sześć tysięcy marzeń chorych dzieci. Jak to się robi?

To rzeczywiście jest niesamowite, także dla mnie, zwłaszcza że działamy wyłącznie na zasadzie wolontariatu. W fundacji nie ma ani jednej osoby, która dostawałaby pieniądze za to, co robi. W związku z tym naszą jedyną motywacją są chęci do działania. Fundacja Mam Marzenie skupia wokół swojej idei ludzi, którzy chcą działać, którzy nie są w żaden sposób motywowani materialnie, i dlatego te działania są tak piękne, tak czyste i tak skuteczne. Na wykładzie Jacka Walkiewicza usłyszałam następujące słowa: „jeśli ktoś nie chce, nie należy mu w tym przeszkadzać”, a ja od siebie dodałabym, że jeśli ktoś chce, należy mu w tym pomóc. I my jesteśmy po to, by pomagać w chęciach do wolontariatu i przekuwać te chęci na radość chorych dzieci. Jesteśmy organizacją ogólnopolską z szesnastoma oddziałami w całym kraju. W każdym oddziale pracują wyłącznie wolontariusze. Ostatnio zostałam zapytana o to, kim jest wolontariusz Fundacji Mam Marzenie? Myślę, że nie ma takiego stałego, określonego profilu. Wolontariuszem fundacji może być osoba 16-letnia, 28-letnia, a nawet 60-letnia czy 80-letnia. Może pracować zawodowo, być studentem, emerytem, kobietą, mężczyzną – i tak to u nas rzeczywiście jest. Są to po prostu ludzie, których jedyną motywacją jest chęć do działania. Gdy poznaję nowe osoby, zawsze pytam: dlaczego jesteś wolontariuszem fundacji? Zwykle dostaję odpowiedź: „Chciałem coś dla kogoś zrobić. Poczułem/poczułam, że warto spojrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. Nadszedł taki dzień, że zacząłem szukać jakiejś fundacji, organizacji czy stowarzyszenia. No i trafiłem na was”. Najczęściej jest tak, że jeśli ktoś już trafi do nas i zaczyna działać, czuje się tu spełniony, ponieważ pola do działania są u nas tak różnorodne, że każdy znajdzie coś, w czym może się rozwijać lub wykazać, coś, w czym jest dobry lub dobrym chce się stać, coś, co go rozwinie bądź dzięki czemu rozwinie się fundacja. To jest fenomen Fundacji Mam Marzenie. Mamy ok. 400 wolontariuszy działających w całej Polsce, którzy pracują bez żadnej umowy o pracę, bez wynagrodzenia, bez przymusu; ich motorem napędowym są chęci, i to jest piękne.

Co sprawia, że wolontariusze znajdują w sobie te chęci do pomagania, i to pomagania nie „z doskoku”, ale pomagania długofalowego?

Dla mnie w pewnym momencie pomaganie stało się pasją. To klucz do sukcesu. Gdy pomaganie staje się pasją, to do działania napędzają chęci. To dzięki nim udaje się znaleźć na to wszystko czas i energię. Trzeba tę pasję w sobie pielęgnować. Jeśli ktoś ma w sobie pasję, załóżmy jazdę na rowerze czy gotowanie, zawsze znajdzie czas, by to zrobić. Pasja daje frajdę i sprawia, że zmęczenie ucieka. Podobnie jest z wolontariatem w Fundacji Mam Marzenie. Po powrocie z pracy czy po wypełnieniu swoich obowiązków domowych siadamy do zadań związanych ze spełnianiem marzeń chorych dzieci, i mam wrażenie, że wtedy dostajemy dużo energii. Nie odbieramy tego jak konieczność, obowiązek, dla nas jest to coś, co sprawia nam ogromną satysfakcję i daje dużo radości. Nie marnujemy czasu, wykorzystujemy go na pożyteczną działalność, a to buduje nasze poczucie pewności siebie. Wolontariat daje nam wielką moc i wyzwala motywację do kolejnych działań, które nieraz odbywają się nocami, bo tylko wtedy mamy czas, np. gdy odpisujemy na maile lub wysyłamy wiadomości. Komunikujemy się, spotykamy po pracy, zawsze są to godziny wieczorne lub późnopopołudniowe, zawsze po obowiązkach zawodowych czy rodzinnych. Na wszystko znajdujemy czas. To jest fenomen, że wolontariusze potrafią zorganizować się w taki sposób, że starcza im czasu na życie zawodowe, na życie osobiste i jeszcze na wolontariat. Każdy z nas jest specjalistą w zarządzaniu sobą w czasie.

 Działania Fundacji wspierają także korporacje. Czy trudno na co dzień tak zapracowanych ludzi zaprosić do działania w ramach wolontariatu?

Nie. Jestem optymistką i zawsze do każdej współpracy podchodzę z wielkim optymizmem. Wychodzę z założenia, że każdy człowiek ma w sobie cząstkę dobra, ale nie każdy ją w sobie odkrył. Zadaniem wolontariuszy jest taką cząstkę dobra w człowieku, przedsiębiorcy, pracowniku czy dyrektorze odkryć. Wystarczy ukazać im wspaniałą ideę i przedstawić pomysł na zrobienie czegoś dobrego. Realizowane przez nas projekty są bardzo ciekawe. Wyzwania to nie jest nic nudnego – mogą zainspirować, zmotywować, rozwijać. A marzenia są wyzwaniem. Każdy z nas ma marzenia, więc jest to idea, którą wszyscy rozumieją. Czasami spotykamy ludzi, którzy mają marzenia, ale w zderzeniu z życiowymi problemami owe marzenia zostają zepchnięte na dalszy tor. Mimo wszystko każdy ma jakieś marzenia, więc pokazanie, że przecież pan czy pani macie marzenia i te dzieci też mają marzenia – często wystarcza. Różnica polega tylko na tym, że nasi podopieczni na zrealizowanie swoich marzeń mają często troszkę mniej czasu, troszkę mniej sił. Takiej idei nie można odmówić. Spotykamy się z wielką przychylnością ludzi, niezależnie od tego, czy są to duże organizacje, czy małe firmy, czy są to pracownicy w firmach, czy są to sponsorzy indywidualni, czy ludzie, którzy prywatnie pomagają nam w realizacji marzeń. Nasza idea jest piękna i trudno odmówić spełnienia marzenia choremu dziecku, prawda? Stąd oddźwięk jest taki pozytywny i dobry. Dlatego też działamy już 12 lat i ciągle nam się to udaje.

Co zyskują pracownicy, a co pracodawcy poprzez włączenie się w działalność Fundacji?

Tu zyskuje każdy człowiek, bez znaczenia, czy jest pracownikiem czy pracodawcą, czy prezesem czy wykonawcą. Ogromna satysfakcja z tego, że sprawia się komuś radość, że komuś się pomaga, to największy „zysk”. Wolontariat z definicji jest czymś bezinteresownym, ale ja absolutnie nie zgadzam się z tą definicją. Uważam, że wolontariat odbywa się bez wynagrodzenia finansowego, nie ma przypływu gotówki, ale nie jest to coś bezinteresownego. Każdy wolontariusz, niosąc komuś pomoc, otrzymuje dużą dawkę pozytywnej energii, pozytywnych emocji i przeżyć. Są to tak niesamowite emocje i uczucia, że rośnie wtedy nasze poczucie wartości i nasza pewność siebie. Rośnie tak naprawdę postrzeganie siebie w świecie, i dlatego każdy pracownik może być zachęcony takimi samymi argumentami, jak zachęcony jest każdy inny wolontariusz, czyli „naprawdę poczujesz się fantastycznie i poczujesz się dobrze, jeśli zrobisz coś dla kogoś, jeśli spełnisz marzenie chorego dziecka”. To może być bardzo duża wartość, jeśli chodzi o budowanie relacji, budowanie zespołów w firmach, bo przy takim marzeniu może pracować grupa pracowników. Przy spełnianiu marzeń jest duża dowolność. Można wejść na naszą stronę i zobaczyć, jakie są marzenia. Można wspólnie wykreować ich spełnienie. Załóżmy, że mamy marzenie: „Chciałabym mieć swój wymarzony pokój”, wtedy taka grupa pracowników, która zechce to marzenie spełnić, może usiąść, zrobić fantastyczną burzę mózgów, która jest trochę taką odskocznią od korporacyjnych zadań, zadań pracowniczych, dnia codziennego, bo nie każdy z nas codziennie siedzi i zastanawia się, jak stworzyć wymarzony pokój dla chorego dziecka. To jest zajęcie, w które, tak to kolokwialnie nazwę, trzeba się „wkręcić”. Uczestnictwo w takim projekcie pokaże nam samym, że jesteśmy super ludźmi z wielką wyobraźnią i nie ma znaczenia fakt, że jesteśmy już dorośli. Taka grupa może wspólnie wykreować wymarzony pokój dla chorego dziecka, a pracodawca, żeby się w ten cały proces włączyć, może to sfinansować. Zazwyczaj pracownicy dają nam swój czas, swoją wiedzę i swoje doświadczenie, a pracodawca – finanse. I tak naprawdę jest to łączenie jednego i drugiego. To powoduje budowanie fantastycznych zespołów i pomaga w tworzeniu pracy grupowej. To absolutnie są działania inne niż firmowe, wpływają na cechy miękkie pracowników w bardzo skuteczny i naprawdę prosty sposób. Myślę sobie, że korporacje wydają dużo pieniędzy na kształtowanie umiejętności miękkich, komunikacji, współpracy w grupie, na różnego rodzaju szkolenia, a wystarczy… zaangażować ich w spełnianie marzeń chorych dzieci. Poprzez realizację takiego projektu można te cechy w pracownikach wydobyć automatycznie.

Tak naturalnie?

Tak naturalnie, tak automatycznie. Jedni są dobrzy w tym, drudzy są dobrzy w czymś innym, ale jak się usiądzie i pracuje się nad czymś tak abstrakcyjnym, jak na przykład marzenie o byciu księżniczką, to naprawdę przy takich projektach każdy potrafi współpracować w grupie i każdy potrafi mieć fantastyczne pomysły. To sposób na odkrycie w sobie nowych umiejętności, nowych cech, nawet pasji. To sposób na odnalezienie motywacji w pracownikach, na wyzwolenie w nich energii. Sprawdzone! Działa!

No i każdy chyba czuje się potrzebny i użyteczny, bo spełnione marzenie to szczęśliwe dziecko...

 Zdecydowanie tak. I to jest cel osiągalny w przeciągu tygodnia, dwóch, trzech. Od pomysłu do projektu i realizacji jest to naprawdę krótki czas. Rzeczywiście ten efekt jest namacalny i widoczny. Wszystko robimy po to, aby zobaczyć radość dziecka w momencie, kiedy spełnia się jego marzenie. Tej radości nie da się opisać słowami, nie przedstawi tego żadne zdjęcie czy film. Naprawdę warto wziąć udział w realizacji takiego marzenia i zobaczyć, jak zmienia się twarz chorego dziecka, kiedy spełnia się jego marzenie. Są to absolutnie najpiękniejsze obrazy w życiu, których kiedykolwiek doświadczyłam, i przypuszczam, że każdy wolontariusz Fundacji Mam Marzenie także.

A jak rośnie nasze serce…

Często firmy zgłaszają się, by wraz z pracownikami spełnić marzenie dziecka? Firmy często zgłaszają się do nas same, bo gdzieś słyszały o Fundacji Mam Marzenie, nierzadko my również poszukujemy takich firm lokalnie. Sama zachęcam wolontariuszy, by poszukiwali chętnych w swoich miastach czy na terenie swoich firm, którzy mogliby w jakiś sposób pomóc w spełnianiu marzeń, bo to też bardzo jednoczy społeczność lokalną.

Które ze spełnionych marzeń było najbardziej nietypowe?

Dla każdego wolontariusza, dla każdego marzyciela i pewnie dla każdego pracownika czy każdej firmy marzenie, które spełnią, jest absolutnie najpiękniejsze i stanowi największe wyzwanie. Nawet w przypadku marzeń rzeczowych, które wydają się być mniej kreatywne, np. „chciałabym otrzymać komputer”. Komputer najzwyczajniej w świecie kupujemy, ale burza mózgów i zaangażowanie potrzebne są w oprawie tego marzenia, tj. w sprawieniu, że dzień spełnienia marzenia będzie jedyny i wyjątkowy, niezapomniany.

Czyli jaki…?

Zawsze można to zrobić w sposób wyjątkowy, wszystko zależy od kreatywności grupy wolontariuszy. Pamiętam jedno z takich marzeń. Marzeniem pewnej dziewczynki był laptop, przy czym bardzo interesowała się ona zwierzętami. Zabraliśmy ją do zoo w Poznaniu, gdzie zagrała w specjalnie dla niej przygotowaną grę. W wyznaczonych miejscach czekały na nią jakieś zadania do wykonania, jakieś rebusy do rozwiązania. Jeden z punktów znajdował się przy wybiegu dla słoni i to tam schowaliśmy wielką, zieloną paczkę, w której ukryty był laptop. To był kluczowy element całodziennej gry. Zwykły laptop został podarowany w niezwykły sposób. W realizację tego marzenia zaangażowali się też pracownicy zoo, co jest niesamowite, pomimo że odwiedzenie zoo nie było marzeniem dziewczynki. O komputerze marzył także chory chłopiec, który był wielkim fanem piłki nożnej. To marzenie spełniliśmy w trakcie meczu jego ulubionej drużyny. W przerwie chłopiec został zaproszony na płytę boiska, gdzie piłkarze wręczyli mu laptopa. Proszę sobie wyobrazić, że już sam mecz dla takiego dziecka był ogromnym wydarzeniem, niezwykłym przeżyciem, a tu jeszcze został zaproszony przez swoich idoli na płytę boiska i otrzymał wymarzony sprzęt. Przytoczone przeze mnie sytuacje doskonale pokazują, że każde marzenie może mieć w sobie element magii, niespodzianki i tak dużej dawki emocji, że zostanie zapamiętane na bardzo, bardzo długo.

Dla takich chwil warto poświęcać swój prywatny czas?

Czerpię z tego ogromną radość. Jestem wolontariuszem od ponad 12 lat. Oczywiście mam pracę zawodową, dużą rodzinę, która też wymaga czasu i zaangażowania, ale mimo wszystko to uwielbiam. Działalność dla Fundacji Mam Marzenie sprawia mi ogromną radość. Siadanie przy komputerze i pisanie maili, rozwiązywanie trudności, szukanie kolejnych sponsorów, spotkania, planowanie nowych akcji, ich realizacja daje niewyobrażalną satysfakcję. Fundacja Mam Marzenie to nie tylko spełnianie marzeń dzieci, lecz także mnóstwo innych wyzwań, projektów, np. Wielka Charytatywna Gala, która co roku odbywa się w grudniu w Poznaniu. Ogromny koncert na 900 osób, który wymaga perfekcyjnej organizacji i zaangażowania, pracy na wielu polach, przy wielu wyzwaniach. To, tak naprawdę, zadanie dla wielkiej agencji, w której pracują specjaliści, a nam, wolontariuszom, udaje się to zorganizować samodzielnie. Satysfakcja niewyobrażalna! A przyjemne uczucie zmęczenia po wysiłku, który się opłacił, gwarantowane. Każda działalność dla Fundacji jest jakimś wysiłkiem, ale zawsze odczuwamy przy tym owo przyjemne zmęczenie, i jest to absolutnie wysiłek, który się opłaca. Czy nie o to właśnie w życiu chodzi, by dawało przyjemność i było pożyteczne?

Ale z pewnością zdarzają się też trudne momenty?

Nie zdążyć spełnić marzenia to jest największa porażka Fundacji Mam Marzenie, porażka każdego wolontariusza. Dlatego zawsze jesteśmy czujni, zawsze pozostajemy w kontakcie z rodzicami chorych dzieci, z lekarzami – wszystko po to, żeby zdążyć. Zawsze też staramy się dopytać dziecko nie tylko o główne marzenie, lecz także o jeszcze dwa awaryjne, przygotowując się na nieprzewidziane okoliczności, gdy np. dziecko wymarzy sobie wyjazd nad ciepłe morze, a jego stan zdrowia nie pozwala, by to zrobić. W swojej historii fundacyjnej miałam wyjątkowego Marzyciela Piotrusia, z którym bardzo mocno się związałam. Byliśmy razem na spełnieniu marzenia w Watykanie. Piotruś chciał się spotkać z papieżem. Zaprzyjaźniliśmy się, spędzając razem pięć dni. Po powrocie bywałam u niego codziennie, najpierw w domu, potem w hospicjum. Piotruś zmarł. To była dla mnie wielka tragedia. Czułam ogromny nie fizyczny ból serca, tak jak wtedy, gdy straciłam swojego tatę. Wtedy musiałam zrobić sobie przerwę w Fundacji, bo wiedziałam, że nie dam rady. Uświadomiłam sobie, że jeśli będę się tak mocno angażować w relacje z dziećmi, które niestety czasem umierają, to będzie dla mnie za trudne, nie do udźwignięcia To doświadczenie nauczyło mnie większego dystansu do problemów marzycieli i ich rodzin. Większego dystansu do swoich problemów. Bardzo nie lubię, gdy opowiadam komuś o Fundacji i dostaję informację zwrotną: „Ty to musisz być twarda, że możesz obcować z chorymi dziećmi, że możesz spełniać ich marzenia, ja bym nie mogła, jestem zbyt wrażliwa”. Wtedy naprawdę zaczynam się mocno denerwować. To nie jest tak, że my, wolontariusze Fundacji Mam Marzenie, jesteśmy ze stali, że nie mamy emocji, że jesteśmy pozbawieni empatii. To nie jest tak, że nas to nie dotyka, nie martwi, nie smuci. To nie jest tak, że nie płaczemy po spotkaniach z chorymi dziećmi. Płaczemy, smucimy się, przeżywamy, rozmawiamy. I paradoksalnie, wbrew opinii wielu, jesteśmy bardziej wrażliwi i empatyczni niż ogół społeczeństwa, bo dostrzegamy problem i na niego reagujemy. Wiemy, że odwracając się od problemu, nie sprawimy, że problem zniknie. Przestając spełniać marzenia chorych dzieci, nie sprawimy, że dzieci przestaną chorować. Nie zauważając problemu, świadomie bądź nie, nie sprawimy, że problemu nie będzie. On będzie, tylko my będziemy odwróceni do niego plecami. Za nimi będą chore dzieci, które marzą o zdrowiu. Za nimi będą dzieci, które mają mniejsze marzenia, ale dla nich bardzo ważne, bo dające nadzieję, dające siłę do walki o zdrowie.

Fundację wspierają znane nazwiska. Czy trudno jest tak rozpoznawalne osoby, jak chociażby ambasador fundacji – Małgorzatę Kożuchowską, zaprosić do współpracy?

Małgosia jest naszą ambasadorką od wielu, wielu lat. I pomimo swojego bardzo intensywnego życia zawodowego pomaga nam, jak tylko może. Jest dla nas wielką wartością, łącznikiem między światem mediów a światem marzeń chorych dzieci. Jest bez wątpienia najlepszym dowodem na to, że można połączyć życie zawodowe, życie rodzinne i wolontariat. Jest nadzieją, że świat ludzi ze szklanego ekranu może być wrażliwy na potrzeby tych, którzy przed tym ekranem siedzą. Osobiście bardzo serdecznie dziękuję Małgosi za zaangażowanie w działalność naszej fundacji. Doceniam każdą chwilę przekazaną dla Fundacji, bo wiem, jak trudno o tę chwilę. A inne gwiazdy – pojawiają się w naszym życiu fundacyjnym przy okazji marzeń wyartykułowanych przez dzieci. Nasi marzyciele są swego rodzaju papierkiem lakmusowym mierzącym popularność artystów, sportowców, aktorów. Po marzeniach dzieci wiemy, że Robert Lewandowski jest aktualnie najlepszym polskim piłkarzem, a FC Barcelona czy Real Madryt ciągle jednymi z najlepszych drużyn piłkarskich w Europie. Ostatnio mieliśmy piękną realizację marzenia w Lublinie, gdzie marzycielka Ola zapragnęła zagrać w filmie u boku Olgi Bołądź. Otwartość pani Olgi oraz reżysera filmu, pana Juliusza Machulskiego, na marzenie Oli sprawiła, że marzenie udało się spełnić! Bez ich zgody i zaangażowania nic by nie wyszło. To ryzyko marzeń z kategorii „chciałbym/ chciałabym się z kimś spotkać” – bez zgody i chęci gwiazdy marzenia nie zrealizujemy, bo przecież nie ma drugiego Roberta Lewandowskiego czy drugiej Olgi Bołądź. I szczerze z tego miejsca dziękuję wszystkim gwiazdom, które angażują się w proces spełniania marzeń chorych dzieci. Zdaję sobie sprawę, że niekiedy bardzo trudno jest znaleźć czas na takie działanie, ale nieustannie ufam, że magia marzeń chorych dzieci sprawia, że nie spotykamy się z odmową. Piękne i wartościowe postawy spotykamy także w przypadku osób mniej rozpoznawalnych, tych „zwykłych”. Widać to doskonale, gdy realizujemy marzenia typu: „chciałbym być policjantem, żołnierzem itp.”. Dorośli mężczyźni, dorosłe kobiety, policjanci, strażacy, którzy na co dzień pełnią odpowiedzialne funkcje, na ten jeden dzień wchodzą w świat zabawy, świat marzycieli, kreują dla dzieci niesamowite przeżycia i zdarzenia. Pięknie jest patrzeć na dorosłych ludzi, którzy angażują się w spełnianie marzeń i widać, że sprawia im to ogromną frajdę. Niesamowite jest to, że dorośli ludzie, niebędący naszymi wolontariuszami, niemający na co dzień styczności ze spełnianiem marzeń, potrafią poświęcić swój czas dla dziecka, nierzadko wspinając się na wyżyny kreatywności.

Uśmiech tego dziecka i jego radość to największa zapłata dla wszystkich.

To jest jedna, jedyna i zarazem największa zapłata, która czyni cuda. Proszę spróbować.

2016-10-24 10:35 Opublikował: Benefit



Reklama:

tel. kom: 508-548-308

Redakcja:

Newsletter


Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowo-promocyjnych oraz na otrzymywanie od Spółki oraz podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. za pomocą środków komunikacji elektronicznej
... Rozwiń
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Spółkę, zgodnie z ustawą z dn. 29.08.1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. Nr 101 poz. 926, ze zm.) w celach marketingowo-promocyjnych oraz wyrażam zgodę na otrzymywanie od Spółki i informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.). Jednocześnie wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych przez Spółkę podmiotom z Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. w celach marketingowo promocyjnych związanych z promocją lub reklamą produktów i usług oferowanych przez te podmioty jak również wyrażdam zgodę na otrzymywanie od tych podmiotów informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.) Zgody mogą być odwołane w każdym czasie. Administratorem danych osobowych jest Benefit IP Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa ul. Canaletta 4, 00-099 Warszawa. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych i nie będą udostępniane innym odbiorcom. Ich podanie jest dobrowolne, a każda osoba ma prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania oraz wyrażenia sprzeciwu wobec ich przetwarzania.