Miesięcznik Benefit – miesięcznik kadrowych, kierowników i dyrektorów HR

Strona główna » Motywacja

PORAŻKA to przystanek W DRODZE DO SUKCESU

Z Otylią Jędrzejczak rozmawiał Rafał Mikołaj Krasucki

Jak z perspektywy czasu wspomina pani swoje największe sportowe sukcesy? Pamięta pani emocje, które im towarzyszyły?
Oczywiście. Tego się nie zapomina. To zostaje na całe życie. Rzeczywiście, patrzę już na miniony okres spokojnie, bo wiadomo, że emocje są większe, gdy odnosi się sukces. Kiedy opadają i mija jakiś czas, wówczas wyraźnie widać, jaką pracą, wysiłkiem i poświęceniem został okupiony. Myślę, że droga wiodąca do sukcesu, towarzyszące jej przeżycia i doświadczenia są najcenniejsze, a jednocześnie najfajniejsze. W momencie kiedy rzeczy się dzieją tu i teraz, taka analiza jest niepotrzebna, wówczas analizuje się wynik, przygotowanie sportowe. Na rozpatrywanie pozostałych czynników, które są także ważne w osiągnięciu celu, przychodzi czas później.

Niewątpliwie jest pani najbardziej utytułowaną polską pływaczką. Czy ma pani swój przepis, receptę na to, jak spełniać marzenia?
Zawsze powtarzam, że nie ma jednej recepty na sukces, nie istnieje wzór matematyczny, który go gwarantuje. Każdy człowiek jest inny. Jeżeli miałabym pokusić się o jakąś podpowiedź, to z pewnością w zdobywaniu celu pomagają: wytrwałość, determinacja i konsekwencja. To są elementy, które pomogły mi w realizacji moich założeń i celów. Chyba mogłabym jeszcze dodać: młodzieńcze szaleństwo, poczucie, że można zwojować świat – one też ułatwiają zdobycie celu. Niewątpliwie ważna jest także ambicja. Niektórzy mówili, że czasem miałam nawet „chorą ambicję”, ale myślę, że to właśnie także ona była ważna w osiąganiu lepszych wyników. I chyba jeszcze jeden bardzo ważny element – nigdy nie zwracałam uwagi na to, co już osiągnęłam. Sukcesy traktowałam jako realizację określonego zamierzenia, jako kolejny krok, i zawsze pamiętałam, że nikt następnego medalu nie da mi za darmo. Wiedziałam, że na zwycięstwo muszę bardzo sumiennie i bardzo ciężko pracować. To nierealne, że ktoś przyjdzie i powie: „Super, jest pani mistrzynią, wygrała pani po raz kolejny!”. Było wręcz przeciwnie. Każdy, z kim rywalizowałam, chciał być mistrzem, więc nie miałam czasu na tzw. wodę sodową. Być może zbyt „małe docenianie siebie”, które – jak zauważyłam z perspektywy czasu – mogło być większe, pomagało mi osiągać jeszcze większy sukces.

Kilka miesięcy temu przeprowadzałem wywiad z Rafałem Żakiem, który twierdzi, że ludzie często chcą słyszeć to, o czym już wiedzą. I czasami też dotykają, przez takie proste sentencje, banału. Czy zgodzi się pani ze stwierdzeniem, że jeżeli się czegoś naprawdę bardzo mocno pragnie, jest to osiągalne?
Zgodzę się z tym, że jeżeli się czegoś bardzo pragnie, jeżeli się o to konsekwentnie walczy, jest to osiągalne – czasem potrzeba na to mniej, a czasem więcej czasu. Ludzie ogólnie są niecierpliwi i bardzo szybko oczekują efektu. W sporcie nie osiąga się sukcesu w ciągu roku, to długotrwały proces wzlotów i upadków, który trwa z reguły 10 albo 12 lat. Wytężona praca przekłada się na jakiś tam wynik, jednak nie zawsze spektakularny, nie zawsze mistrzowski. Dziś wielu coachów twierdzi, że sukces może pojawić się z dnia na dzień, wystarczy, że będziesz o nim myślał, wizualizował i…. to się pojawi. Sportowcy znają te techniki i stosują, ale ta droga jest okupiona ciężkim treningiem i rozciągnięta w czasie. Z pewnością warto zapisywać swoje cele, to ułatwia ich realizację, dlatego też sportowcy są nauczeni szybkiego podnoszenia się z porażek.

Czy według pani powinno się stawiać sobie takie cele, które są realne do osiągnięcia, czy takie, które wydają się właściwie nie do zdobycia?
Powinno się określać cele, które są realne, ale wysoko mierzone. Przykładowo nie można powiedzieć: zarabiam dzisiaj sto złotych, a inni zarabiają np. milion, to też chcę jutro zarabiać milion – to jest nierealne. Jeżeli natomiast powiem sobie, że za miesiąc będę zarabiał tysiąc czy dziesięć tysięcy, to jest już bardziej realne. Jeżeli sportowiec jest zawodnikiem na poziomie mistrzostw wojewódzkich i powie, że za rok chce być mistrzem świata, jest to prawdopodobne, ale zdarza się sporadycznie i bardziej wynika z talentu niż z ciężkiej pracy i wyznaczenia celu. Natomiast jeżeli powie, że chce być tym mistrzem świata za cztery czy sześć lat, czy nawet za dwa czy trzy lata, jest to bardziej realne. Często w dążeniu do celu zapominamy, że po drodze jest jeszcze wiele małych czynników, które należy pokonać. W przypadku sportowców to zdrowe żywienie, strefa mentalna, wypoczynek, przygotowanie motoryczne i psychiczne. Podobnie w biznesie. Te czynniki to: współpraca z pracownikami, dobór odpowiedniego zespołu do realizacji celu biznesowego, to też komunikacja, docenianie ludzi. To wiele elementów, które składają się na całość, na sukces. Nie można o nich zapominać.

W jednym z wywiadów powiedziała pani: „Teraz jest czas na życie”. Czy to oznacza, że sukces męczy, że kradnie to, co w życiu jest ważne lub najważniejsze?
Zależy, jak się na to spojrzy. Traktuję to trochę jak takie wyjście z basenu. Teraz mam czas na realizację innych założeń, innych marzeń, i nie są to tylko marzenia związane z wskoczeniem do wody i dotknięciem jak najszybciej ściany. Teraz jest czas na rozwój własnego biznesu, pomoc innym zawodnikom czy na działalność związaną z fundacją i rodziną. Ważna staje się równowaga, która czasami się nam gdzieś gubi. W sporcie bardzo często jest tak, że sportowcy mają wszystko super poukładane. Kończą sezon i mają czasami 2–3 tygodnie wolnego, i wówczas resetują się w 100 proc. A ci, którzy dzisiaj sobie obierają cel, np. przebiec maraton, półmaraton, bardzo często się w tym zatracają. Można powiedzieć, że jest to rodzaj uzależnienia od sportu. A w rzeczywistości każdy potrzebuje chwili na regenerację i odpoczynek, to na dłuższą metę ułatwi osiąganie efektów. To tego przede wszystkim uczy nas sport. Jeżeli więc powiedziałam, że zdecydowałam się na zakończenie kariery sportowej, musiałam wyznaczyć sobie nowe cele, które pozwalają zachować równowagę i pomagają mi zacząć normalne życie. Rozpocząć inne życie – zwykłe życie.

Pokonała pani wiele barier i przeciwności losu. Czego nauczyły panią porażki? Jaką rolę odegrały zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym?
Uważam, że porażki odgrywają jedną z ważniejszych ról, może nawet największą. To one kształtują charakter. Uczą, jak podnosić się z kolan. Umiejętność radzenia sobie z porażkami w sporcie automatycznie przenosi się na życie prywatne. Jedno z moich najbardziej ulubionych powiedzeń życiowych brzmi: „Porażka to przystanek w drodze do sukcesu”. Kiedyś tak powiedziałam i tego mocno się trzymam. Każde potknięcie, każdą trudność czy niedoskonałość wykorzystuję do budowania doświadczenia, które wspiera mnie w dalszej wędrówce. Uważam, że nie jest sztuką analizować swoje działania wtedy, kiedy jest źle, tylko sztuką jest analizować wtedy, gdy mamy już wrażenie, że nie chcemy popełniać błędów. Chociaż zawsze jakieś będziemy popełniać, bo tak wygląda budowanie doświadczenia.

Czytałem gdzieś, że stres tkwi głęboko ukryty w mięśniach długich. To brzmi trochę poetycko i enigmatycznie, ale czy uważa pani, że stres przeszkadza, czy raczej bywa motywatorem do działania?
Uważam, że każdy z nas powinien mieć trochę stresu, ponieważ kiedy w ogóle się nie denerwujemy, to tak, jakbyśmy nie mieli w sobie pokory, odrobiny respektu dla rywala czy podjętego wyzwania. Stres jest w pewnym sensie motywatorem. Kiedyś powtarzałam, że trzeba umieć wejść do rzeki i stać w niej jedną nogą, a drugą trzymać na brzegu. Jedna jest stabilna, druga może być lekko zachwiana, i to jest ta noga ze stresem, którą możesz w każdym momencie wyciągnąć. Sztuką jest to, żeby ten stres traktować jako motywację, a nie jako demotywację. Wychodzę z założenia, że musimy mieć pokorę wobec tego, co wykonujemy, i respekt dla tego, co robimy. Osoby, które według mnie mocno stąpały po ziemi i wydawały mi się zawodnikami, którzy się nie denerwują, po wielu latach, gdy siadaliśmy i rozmawialiśmy, mówiły, że to była gra, to było aktorstwo, bo każdy sportowiec musi być trochę aktorem. Sportowiec musi umieć zagrać przed swoim rywalem, pokazać, że albo się denerwuje, albo się mniej denerwuje, ale umie zapanować nad stresem.

Chyba nie będę w błędzie, stwierdzając, że jest pani propagatorką zdrowego stylu życia. Dzisiaj pojawia się wielu ludzi, którzy doradzają, jak zdrowo żyć. Jaki jest pani sposób na to, żeby zdrowo żyć?
Od kiedy skończyłam szósty rok życia, moja mama, chyba nie do końca świadomie, pomagała mi w tej drodze do osiągnięcia sukcesu, celu. Chociaż ja zawsze mówię, że sukces osiągnę wtedy, kiedy będę siedziała nad grillem w drewnianym fotelu, bujała się i piła piwo, a obok mnie będą biegały moje wnuki. Wtedy będę mogła powiedzieć, że osiągnęłam pewien sukces, a wszystko inne to jest jakby droga do tego sukcesu. Z tym tematem oswajałam się przez prawie 25 lat kariery sportowej. Pływacy mają taką możliwość, że w czasie przypadającym na intensywny trening mogą jeść nieco więcej. Dość sporo spalają, więc potrzebują zupełnie innej diety niż przeciętny człowiek. Dzisiaj jestem świadoma tego, jak się odżywiam. Ważna jest dla mnie regularność posiłków, tego bardzo pilnuję. Lubię jeść i tego nie ukrywam. Kiedy idę do sklepu, studiuję etykiety, sprawdzam skład produktów, lubię wiedzieć, co tam mniej więcej się znajduje, bo dzisiaj jest coraz więcej chemii w pożywieniu, coraz więcej antybiotyków, więc na to trzeba zwracać uwagę.

Założyła też pani fundację. W jakim celu?
Pomysł na fundację zrodził się, kiedy byłam jeszcze na studiach. Pisałam pracę, która mówiła o dwutorowości kariery, czyli jak kariera sportowa wpłynęła na życie pozasportowe zawodników. Badania, które poczyniłam podczas pisania pracy, wskazały, że wielu zawodników, którzy skupiali się na karierze zawodowej, zapominało o tym, co będzie po jej zakończeniu. Nie zwracali na to uwagi. Stąd też pomysł, aby pokazać tym osobom, że istnieje życie po życiu, nie odciągając ich oczywiście od treningu. I to jest długofalowe założenie, które chciałabym realizować w fundacji. Całemu przedsięwzięciu towarzyszy również hasło, które urodziło się w mojej głowie
kilka lat temu, a dzisiaj powoli zaczynam je realizować: „Poprzez sport kształtujemy młodego człowieka, czyli nie tylko mistrza sportu, lecz także mistrza życia”. Nie mając dużo środków, trzeba zaczynać od małych rzeczy, więc każde nasze działanie jest przemyślane i ma czemuś służyć. Jednym z naszych głównych projektów jest doszkalanie i nauka młodych ludzi, młodych sportowców właśnie poprzez zajęcia w wodzie i na lądzie. Poznają oni również elementy psychologii i zasady zdrowego, poprawnego żywienia. W wodzie odbywa się nauka stylów pływackich, na lądzie prawidłowej postawy. Pracujemy nad tym, aby nasi podopieczni nie zamykali się na sport, aby umieli rozwijać się świadomie i równie świadomie osiągać dalsze sukcesy. Na to bardzo zwracamy uwagę. Rodzice dzieci mają zajęcia z psychologii oraz z dietetykiem. Zauważam, że dużym problemem jest wysoka ambicja rodziców względem wyników ich dziecka. Pracujemy nad tym i dlatego rodzice mają dodatkowe zajęcia ze specjalistami. Ostatni taki duży projekt, który zrealizowaliśmy dwa lata z rzędu, zakończył się sukcesem, ponieważ przeszkoliliśmy 1100 dzieci i 2300 rodziców. Te dane pokazują, jak bardzo potrzebny i użyteczny jest ten projekt i z pewnością będziemy go realizować także w tym roku. Dlatego bardzo serdecznie zapraszamy miasta i firmy do współpracy.

2017-06-01 09:47 Opublikował: Benefit

Reklama:

tel. kom: 508-548-308

Redakcja:

Newsletter


Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowo-promocyjnych oraz na otrzymywanie od Spółki oraz podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. za pomocą środków komunikacji elektronicznej
... Rozwiń
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Spółkę, zgodnie z ustawą z dn. 29.08.1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. Nr 101 poz. 926, ze zm.) w celach marketingowo-promocyjnych oraz wyrażam zgodę na otrzymywanie od Spółki i informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.). Jednocześnie wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych przez Spółkę podmiotom z Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. w celach marketingowo promocyjnych związanych z promocją lub reklamą produktów i usług oferowanych przez te podmioty jak również wyrażdam zgodę na otrzymywanie od tych podmiotów informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.) Zgody mogą być odwołane w każdym czasie. Administratorem danych osobowych jest Benefit IP Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa ul. Canaletta 4, 00-099 Warszawa. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych i nie będą udostępniane innym odbiorcom. Ich podanie jest dobrowolne, a każda osoba ma prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania oraz wyrażenia sprzeciwu wobec ich przetwarzania.