Miesięcznik Benefit – miesięcznik kadrowych, kierowników i dyrektorów HR

Strona główna » Rozwój » Szkolenia

Szkolenia szyte na miarę

Szkolenia szyte na miarę
Fot. istockphoto.com
To oczywiste – uszyć na miarę, dopasować do potrzeb, wielostronnie przebadanych, zaplanować ewaluację, z follow-up, zgodnie ze standardami dobrych praktyk. To prawda. A potem przychodzą szczegóły, które skrzypią i trzeszczą, bo właśnie w szczegółach tkwi diabeł.

Tym razem chcę pokazać kilka zjawisk (obserwacji z ponad 20 lat praktyki) dotyczących decyzji wokół szkolenia, leżących poza obszarem merytorycznym. Jak zaplanować i zrobić dobre szkolenie – to już wiemy. Standardy Polskiej Izby Firm Szkoleniowych są znane i firmom, i HR-om w biznesie. A jednak pułapek jest wiele. Kiedy tylko do gry wchodzi dział zakupów (i kupuje szkolenie na sztuki jak gwoździe) albo klient wewnętrzny organizuje HR-om korporacyjnym gry warsztatowe („byłem kiedyś na takim szkoleniu i było takie fajne ćwiczenie”), zaczyna się zabawa. Jak spełnić czasem bardzo rozbieżne oczekiwania i jednocześnie zachować twarz, czyli sens samego szkolenia?

Przyjmijmy bowiem proste założenie. Prowadząc firmę szkoleniową, dbam o poziom i wizerunek skutecznego realizatora założonej koncepcji. To podstawa tego biznesu. Dbam też o zlecenia i zysk dla firmy. Jak spełnić nierealne czasem oczekiwania, w tym finansowe, i nie stracić klienta? Jeśli konkurencja jest gotowa zrobić projekt za połowę ceny, to dla działu zakupów jest to czysty zysk – szkolenie sztuk jeden zakupiono z zyskiem. To, że trenerem jest 25-latek po szkole trenerskiej, który nigdy nie pracował zawodowo, nie ma znaczenia. To, że uczestnicy szkolenia wiedzą znacznie więcej niż trener – też. Sztuka jest sztuka. Drugi problem określam jako syndrom sylwestrowy – wszytko (znakomite jedzenie, picie, zabawa, taniec, towarzystwo) w jeden wieczór, ściślej w sylwestrowe 6–8 godzin! Szkolenie to nasze doroczne święto, więc ma być: warsztat, gra, nowa wiedza, integracja, zmotywowanie na cały rok, świetna zabawa i jeszcze kompleksowa ocena uczestników szkolenia przez trenera. W dwa dni. A w zasadzie w półtora, bo musimy przecież dojechać. W zasadzie to w jeden, bo o 13.30 chcemy wracać do domów. Wariantów syndromu sylwestrowego jest wiele. Najczęstszy chyba polega na tym, że klient chce zrealizować w dwa dni kilkadziesiąt punktów programu. Czasem wypada po 10 minut na punkt. Albo chce sam zaplanować ćwiczenia warsztatowe, ale nie bardzo potrafi określić cel szkolenia.

Że to przeżytek, że w korporacjach robi się to profesjonalnie, że są sformalizowane przetargi? Tak, to prawda, w wielu firmach już takich zjawisk nie ma, ale w wielu są. A przetarg wcale nie jest panaceum, bo zbyt często procedury przetargowe służą… samemu przetargowi. Istota projektu szkoleniowego, jego cel stają się drugorzędne. Warto o tym wszystkim pomyśleć, zanim zaczniemy realizować projekt, zanim zaprosimy firmę szkoleniową. A zaczniemy… od miejsca szkolenia.

Co jest ważniejsze: wybór miejsca szkolenia czy nazwa miejscowości. Standard hotelu czy sali szkoleniowej? To dwa problemy w jednym – pierwszy to sam ośrodek, drugi to miejscowość. Oczywiście fajniej jest robić szkolenia w Zakopanem czy Krynicy niż w Racławicach lub Czarnej (gdzie to jest?). Tymczasem spokój miejsca, położonego w środku pól czy lasu, lepiej wpłynie na efekt szkolenia niż Krupówki za oknem. Fajniej też pojechać na Mazury (4 godziny x 2) lub do Juraty (2 x 6 godzin) niż do Jachranki lub Falent (45 minut). Tylko po co? Żeby ładnie brzmiało w firmie? Jeśli program nie zawiera minimum jednego popołudnia wolnego, wycieczkowego, to ludzie nawet w Juracie mogą nie zdążyć zobaczyć morza. To po co ich 12 godzin trzymać w autach i autokarach? Dla samej nazwy Jurata? I kolejna pułapka – tak zwane atrakcje hotelowe. Hotel ma SPA, ale uczestnicy szkolenia nie mają kiedy z niego skorzystać. Dla podkreślenia ważności szkolenie powinno odbywać się w warunkach trochę lepszych niż codzienne. Trochę! Oczywiście każdy z nas chętnie korzysta z luksusu, ale czy o to chodzi? Przy dobrym szkoleniu uczestnicy spędzą w pokoju około dwóch godzin. Pozostały czas to sen plus pobyt w sali szkoleniowej. Co wybrać? Raczej spokojny hotel, „zwyczajny”, spełniający warunki czystości i wygody przy rozsądnych cenach. Resztę budżetu lepiej przeznaczyć na ciekawe zdarzenie, dobrą kolację, degustację win, sushi, pokaz mistrza kuchni. Podsumowując – hotel ciekawy, interesujący, ale spokojny i wygodny, zwiększy efekty szkolenia bardziej niż tak zwany „wypasiony hotel” w prestiżowym kurorcie.

Przetargi

Zostałem zaproszony przez firmę do skonsultowania projektu szkoleniowego. Ruch sensowny, znam firmę dłużej niż ich własny, odnowiony dział HR, bo współpracujemy od kilkunastu lat. Pomogłem, projekt ciekawy, trudny, z napiętym harmonogramem. Na koniec poprosiłem o kilka informacji, które mógłbym sobie przemyśleć, zanim jeszcze otrzymam oficjalne zaproszenie. Zaskakujące było uzasadnienie odmowy – „bo wszyscy muszą mieć równe szanse”. Żeby było śmieszniej – niemal wszystkie informacje mogę uzyskać z wcześniejszych projektów. Ale co jest motywem przewodnim postępowania ludzi z tego HR? Nie myślą o jakości projektu dla własnej firmy – myślą o maksymalizowaniu równych szans i sprawiedliwości w przetargu. Przetarg, czyli narzędzie, zastąpił myślenie o celu, czyli samym szkoleniu. A oto dwa inne zjawiska przetargowe owocujące kolejnymi kłopotami.

Dużo zaproszonych, lepszy wybór

Ta iluzja kosztuje firmę wiele godzin straconych na ocenianie dokumentacji. Lepiej zaprosić 3–5 firm, szybko wybrać, a czas poświęcić na wspólne dopracowanie z wybraną firmą szczegółowych celów szkolenia. Ostatnio słyszałem o zaproszonych do niewielkiego i prostego projektu 24 firmach i trzyetapowym procesie wyboru. Dwa miesiące procedury wyboru zamiast np. dwóch tygodni wspólnej pracy nad dopieszczeniem samego projektu.

Więcej wymagań, więcej papierów, lepszy wybór

Zamiast żądać dziesiątków dokumentów (ZUS, US itd.), wystarczy oświadczenie woli, że nie zalegamy. Potem jedynie zwycięzca je dostarczy. Takie działanie upraszcza, daje dowód dobrej woli i – co najważniejsze – koncentruje przetarg na kwestiach merytorycznych, a nie na nieistotnych formalizmach.

Otrzymałem kiedyś specyfikację przetargową, w której zadbano niemal o wszystko. Zostało wymienione nawet to, że na przerwach uczestnicy mają dostać ciasteczka zależnie od pozycji: dyrektorzy tortowe, kierownicy w czekoladzie, a Pracownicy suche. Było kilkanaście stron wymagań, ale dotyczących samego szkolenia. Celów i założeń tylko poł strony. \

Jeszcze inną pułapką są sprzedawcy szkoleń – zgodzą się na wszystkie oczekiwania, nawet absurdalne i sprzeczne, byle tylko sprzedać szkolenie. W efekcie zdarza się, że ani trener nie zna tych obietnic, ani uczestnicy szkolenia ich nie oczekują, bo od swojego szefa o nich nie wiedzą. Jeśli chcesz mieć efekt szkoleniowy – zawsze rozmawiaj z trenerem. To on wie, co jest realne, a co nie. Szkolenie, nawet jednodniowe, to proces, po którym uczestnicy powinni umieć zastosować coś, czego nie umieli przed szkoleniem. Za to odpowiada trener. I powinni moc to zastosować – za co odpowiada ich szef i firma. Ja sam zawsze pytam szefa szkolonych ludzi o to, w czym są dobrzy (baza wyjściowa) i w czym słabi (co zmieniamy). I jakich efektów on sam jako szef oczekuje po szkoleniu. Bo jak mówią Anglicy – co zmierzone, to zrobione.

Kilka prostych rad, które pozwolą uniknąć szkoleniowej katastrofy na etapie poszukiwań:

• nie projektujmy ćwiczeń trenerom – wyznaczmy im cele, a oni potrafią dobrać metody szkoleniowe, bo na tym polega ich praca,

• dopytywanie o kolejne referencje, sylwetki trenerów, opis ćwiczeń to dla firmy szkoleniowej jednoznaczny sygnał – firma przeciąga sprawę, blokując termin i trenerów,

• nie ustalajmy zamiast trenera rozkładu szkolenia w czasie

(przerwa na lunch, kawę) – on zna się na tym lepiej, a to, że ośrodek oczekuje na trzy miesiące przed szkoleniem informacji, o której ma być przerwa kawowa, miejmy w nosie,

• najlepszym rozwiązaniem jest „przerwa na kawę” stale na Sali szkoleniowej, każdy pije kawę, kiedy chce, a nie na gwizdek,

• jeśli wieziesz ludzi 200 km na Mazury lub do Zakopanego, to wpleć to, choćby spacerem z konkretnym zadaniem, w projekt szkoleniowy; jeśli nie – wystarczy Serock lub Jachranka,

• zamiast balangi od 19.00 do 4.00 i kaca lepiej zaplanować jakąś nocną aktywność grupową z prezentacją efektów na 9.00 dnia następnego; zamiast „integracji wokół grilla i butelki” masz integrację wokół celu – i rywalizację na dodatek,

• najlepszym sposobem sprawdzenia trenera jest zobaczenie go przez godzinę w czasie normalnego szkolenia, a nie sztucznego castingu/samplingu czy przeglądu trenerskich CV we własnej firmie.

Marek Skała
MEGALIT Instytut Szkoleń właściciel/trener

2014-03-28 13:24 Opublikował: Benefit
Tematy pokrewne (tagi): skała, szkolenia,

Reklama:

tel. kom: 508-548-308

Redakcja:

Newsletter


Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowo-promocyjnych oraz na otrzymywanie od Spółki oraz podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. za pomocą środków komunikacji elektronicznej
... Rozwiń
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Spółkę, zgodnie z ustawą z dn. 29.08.1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. Nr 101 poz. 926, ze zm.) w celach marketingowo-promocyjnych oraz wyrażam zgodę na otrzymywanie od Spółki i informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.). Jednocześnie wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych przez Spółkę podmiotom z Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. w celach marketingowo promocyjnych związanych z promocją lub reklamą produktów i usług oferowanych przez te podmioty jak również wyrażdam zgodę na otrzymywanie od tych podmiotów informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.) Zgody mogą być odwołane w każdym czasie. Administratorem danych osobowych jest Benefit IP Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa ul. Canaletta 4, 00-099 Warszawa. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych i nie będą udostępniane innym odbiorcom. Ich podanie jest dobrowolne, a każda osoba ma prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania oraz wyrażenia sprzeciwu wobec ich przetwarzania.