Jak do tego doszło?

To ostatnio moje ulubione pytanie. Zadaję je sobie zawsze w sytuacji, gdy zaciskam zęby i odczuwam ból, czyli dość często. Odpowiedź na nie jest jednak dużo bardziej skomplikowana, niż można się spodziewać. I dostarcza wielu cennych informacji. Na przykład w trakcie pisania tego artykułu napotykałam sytuacje, wymagające ode mnie dokonywania trudnych wyborów, podróży, przemieszczania się, porzucania jednych zadań na rzecz innych. Kiedy jedni siedzieli wygodnie w przedziale kolejowym i w drodze do Gdańska oglądali film, ja przerzucałam notatki, układałam akapity, dodawałam nowe fragmenty, robiłam korektę tekstu.

Fot. istockphoto

Jakiś czas temu spróbowałam spisać swój życiorys. Jak to się stało, że robię to, co robię – żeby zobaczyć, jak moje przeszłe wybory doprowadziły mnie do obecnej sytuacji. Rezultat przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Poczułam się odpowiedzialna – w większości sytuacji – za moją obecną sytuację. Dlaczego robię to, co robię. I jestem, jaka jestem.

Zawsze, ilekroć znajduję się w stresowej sytuacji, zadaję sobie pytanie: „Jak do tego doszło?”. Potem oczywiście daję sobie czas na przemyślaną odpowiedź. Dużo czasu. Odpowiedź na pytanie: „Jak do tego doszło?” można znaleźć w moim życiorysie. To ja zdecydowałam, żeby tak było.

Przemodeluj i idź dalej

Stawiając sobie pytania, możemy przemodelować sytuację. Tego uczę innych – zarządza się rozmową poprzez pytania. Zadawanie pytań zawsze prowadzi do uzyskania nowej perspektywy. Stajemy się wtedy bardziej obiektywni, mniej rozemocjonowani i zyskujemy większe prawdopodobieństwo, że uda się nam znaleźć jakieś rozwiązanie. Włącza się tzw. zdrowy dorosły.

Wielu moich klientów spotyka w pracy stresująca sytuacja, na przykład omija ich awans, który, jak sądzą, mają w kieszeni. Niezmiennie w rozmowie zadaję im wówczas pytanie: „Czego mogą się dzięki temu nauczyć?”. Być może nie mają umiejętności wymaganych przez zarząd. Być może awansowano osobę, która jest faworyzowana. Być może nie wiedzą, na jakich zasadach funkcjonuje ich dział. Być może pracują nie w tej firmie, w której powinni. Być może organizacja szykuje dla nich jakieś inne stanowisko. Być może… być może...

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że słabe umysły spotykają w życiu porażki, uczące się trafiają na wyzwania, a silne na okazje. Jak wynika z mojego doświadczenia, ludzie, którzy do czegoś dochodzą, również przegrywają. I to dosyć często. Co najważniejsze – porażki traktują jako okazję do nauczenia się czegoś. Nikt nie lubi porażek, ale przytoczone stwierdzenie to coś więcej niż zwykły frazes. Potrzebujemy nauczyć się wykorzystywać wartości i informacje, które zbieramy na drodze do celu. Potrzebujemy wyciągać wnioski z porażek. Dzięki temu możemy się tam znaleźć szybciej.

Jak się z tym czuję?

To niezmiernie ciekawe pytanie. Kiedy pytam siebie: „Jak się czuję?” i jestem wobec siebie całkiem uczciwa, zaczyna się dziać coś dziwnego i cudownego zarazem. Wyobraźmy sobie, że jestem bardzo zdenerwowana, ale stać mnie jeszcze na zadanie sobie tego pytania. Oczywiście odpowiadam, że jestem zdenerwowana. Już samo zauważenie swoich uczuć powoduje, że zaczynają być one mniej intensywne. Efekt: jestem mniej zdenerwowana.

Jakiś czas temu spotkałam się jako wykładowca z zarzutem, że materiały, które wykorzystuję podczas zajęć, mogą ranić uczucia religijne moich studentów. Ćwiczenia, jakie umieściłam w programie zajęć, opatrzone były tytułem „Diagnostyka opętania” i „Dekalog grzechów głównych”. Obydwa materiały pochodziły z tradycji i dorobku coachingu prowokatywnego, którego jestem zwolenniczką i szczerą wyznawczynią.

Wątpliwości mogą się zdarzyć. Kiedy jednak bez pogłębienia w rozmowie skutkują one decyzją, są ograniczającymi przekonaniami. Hipotezami, którym ktoś nadał specjalne znaczenie i uwierzył, że to absolutna prawda. Oczywiście – założył przy tym, że to prawda obiektywna i niepodważalna. Z mojego punktu widzenia to były raczej uogólnienia, generalizacje, pobieżne oceny, zniekształcenia obiektywnie istniejącej rzeczywistości. To było przykre, tym bardziej że dotyczyło kierunku studiów, na którym zadaniem wykładowców i pracowników wspomagających proces rozwoju jest dostarczyć modelu komunikacji i porozumiewać się otwarcie. Bez założeń, dla dobra wspólnej sprawy.

Cierpiałam. Samo zauważenie niepożądanego uczucia pomogło mi je pokonać. To zupełnie tak, jakby zauważenie uczucia rywalizowało z samym uczuciem i zmniejszyło jego intensywność. Zdając sobie sprawę z tego, że doświadczam stresu, a nie jedynie go doświadczając, mogłam się poczuć znacznie lepiej. Miałam wtedy możliwość zrobienia czegoś, a nie jedynie zachowania się pod dyktando uczuć. I zrobiłam to. I jestem z tego dumna!!

Czy istnieje jakaś inna droga?

Czasami jednak sytuacja wydaje się bez wyjścia. Wtedy najlepiej ją zostawić i skupić się na czymś innym. Porzucić działanie i nie koncentrować się na sobie. Poszukać kogoś, kto mógłby pomóc nam w rozwiązaniu problemu. Albo kto sam potrzebuje pomocy. Zagłębiając się w problemy innych ludzi, zapewniamy sobie przerwę, o którą tak trudno, kiedy tkwimy po uszy we własnych sprawach. Pewnie dlatego robię to, co robię. Nazywam to „terapią zajęciową”.

Pomaganie innym ma jednak też swój skutek uboczny: inni widzą nas w lepszym świetle. W końcu to niezwykle szlachetne, jeśli pomimo własnych problemów potrafimy pomóc innym i poświęcić im swoją uwagę. To również zobowiązujące: zachęca nas do uporania się z własnymi sprawami, by nie było tak, że „szewc w dziurawych butach chodzi”. Nasz umysł działa naprawdę w tajemniczy sposób. Pracuje nawet wtedy, kiedy nie jesteśmy tego świadomi. Właśnie dlatego wpadamy na doskonałe pomysły poradzenia sobie z naprawdę trudną sytuacją podczas robienia makijażu lub golenia się, pod prysznicem albo na hamaku w ogrodzie.

Czy to w ogóle trzeba robić?

Peter Drucker, ekspert od spraw zarządzania, napisał w książce „Menedżer skuteczny”1, że 80 proc. naszych zajęć w pracy podyktowanych jest przyzwyczajeniem, a nie koniecznością. Oznacza to, że większość zadań wykonujemy.

Jeśli nie wiem, jak mam zwolnić, zadaję sobie pytanie: „Co zrobiłaby na moim miejscu spokojna osoba?” albo „Co zrobiłaby osoba równomiernie rozkładająca tempo działania?”. Jeśli jestem uczciwa wobec siebie, otwieram się na możliwość dokonywania wglądów.

Proponuję, żebyś napisał to zdanie na czystej kartce, gdzie będziesz miał miejsca na zapisywanie własnych rozwiązań, jakie ci przyjdą do głowy. Oto niektóre z możliwych odpowiedzi: „Postarałaby się o więcej wakacji” albo „Czytała więcej podobnych artykułów”.

Mój przyjaciel stres?

Załóżmy, że z „uporem maniaka” lubisz wszystko kontrolować i jesteś chory, gdy ci się to nie udaje (oczywiście to tylko żarty). Brak możliwości kontrolowania dla wielu jest podstawową przyczyną stresu. Poczucie kontroli daje ludziom wrażenie sukcesu, natomiast jego brak powoduje, że każdy drobiazg może być stresujący. Im mniej rzeczy jest pod twoją kontrolą, tym bardziej chcesz ją sprawować – kolejny absurd. To z kolei wywołuje uczucie, że masz mniej kontroli niż w rzeczywistości.

W ten sposób rośnie spirala stresu. Aby mieć nad nim poczucie kontroli, należy się wyzbyć przemożnej chęci jej posiadania. Spojrzeć na problem z pewnej perspektywy. Czy za miesiąc będziesz pamiętał, co cię dzisiaj męczy? Unikanie stresu nie przysparza nam siły. Tylko zauważanie go i potraktowanie jako wskazówki może się okazać dużą szansą na życie i przeżycie. Zatem: do dzieła!

Przypisy:
1 Peter F. Drucker, Menedżer skuteczny, Wydawnictwo MT Biznes 2009.

Tamara Bieńkowska
trener, coach, specjalizuje się w sztuce prowadzenia sporów
hello@tamarabienkowska.pl

Siła, którą daje rodzina, miłość, wsparcie, jest najważniejsza

Małgorzata Kożuchowska

Pobierz wydanie 05/2019

Zobacz również

Witaj, maj! HR-owy maj?

Maj dla HR-u to oczywiście Kadry. Ale też problem z długim weekendem. Mordor swobodnie to ogarnął, ale dla produkcji początek maja to zawsze wyzwanie logistyczne. Dla części z nas początek maja to także czas świąt. Święto Pracy, jeśli jest pozbawione znaczeń politycznych, powinno być HR-owi bliskie. Potem patriotycznie – Dzień Flagi, Konstytucja. Może zapytam zaskakująco, ale czy patriotyzm może nas, HR-owców, inspirować?

Co zrobić, kiedy nie wiesz, co robić?

Jest wpół do trzeciej nad ranem. Coś cię dręczy i nie możesz zasnąć. Nie możesz przestać myśleć o tym, co zrobić, jaką decyzję podjąć. Raz uważasz, że trzeba powiedzieć „tak”, ale już po dwóch minutach zmieniasz zdanie. Im dłużej się zastanawiasz, tym większy masz mętlik w głowie. Nie wiesz, co wybrać. Nie chcesz ryzykować i podjąć złej decyzji, ale jednocześnie nie masz pewności, która jest właściwa. Wpadasz w panikę. Bezskutecznie próbujesz zasnąć. Ciągłe wahanie skutecznie uprzykrza ci życie.

Wartości HR-owo rozumiane

Koniec marca to eventowa Gala MP Power Awards oraz Festiwal Inspiracji Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców. Połowa maja to Kongres Kadry. I w każdym z tych wydarzeń najważniejsze są wartości. Jak z nich korzystać?

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.