Wartości HR-owo rozumiane

Koniec marca to eventowa Gala MP Power Awards oraz Festiwal Inspiracji Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców. Połowa maja to Kongres Kadry. I w każdym z tych wydarzeń najważniejsze są wartości. Jak z nich korzystać?

fot. istockphoto

Bywa tak, że firmowy system wartości jest kwiatkiem do kożucha. Skoro musi być, to jest. Często wartości wypisane na każdej ścianie w firmie są… tylko na ścianie. Pracownicy traktują je podobnie jak obrazy, ale żeby je znali, identyfikowali się z nimi czy stosowali je, to już raczej nie… Bywa też tak, że zarząd wprowadza system wartości zarządzeniem. Bo z badań wynika, że firmy, które go mają, są wyżej notowane na giełdzie. Zdarza się, że system wartości wypływa wprost z… nazwy firmy. Na przykład z nazwy mojego MEGALITU: M – mądrość, E – elokwencja, G… i tak dalej. To wszystko powoduje, że wielu ludzi podchodzi do pojęcia wartości z rezerwą. I w takich sytuacjach słusznie. Bo istotą systemu wartości jest ich autentyzm w fazie formułowania. I płynące stąd przeświadczenie, że należy je stosować każdego dnia. Wartości albo są prawdziwe, albo zwyczajnie ich nie ma.

Zastanówmy się przez chwilę, jak w firmach pojawiają się wartości? Skąd się biorą? Najczęściej z naszej tożsamości, z tego, kim jesteśmy. Wartością pionu produkcji może być jakość. W finansach oszczędność, a w HR rozwój. Ogólnie – wartość jest pochodną tego, kim jesteśmy, za kogo się uważamy. Jeśli ktoś czuje się ojcem czy matką, to najważniejszą wartością jest dobro dziecka. Jeśli na pytanie, kim jesteś, odpowiesz zdecydowanie – dyrektorem HR, to sprawa wartości też jest oczywista. Czasem wartości wyłaniają się oddolnie, płyną z kultury firmy. Zawsze tak pracowaliśmy, jesteśmy przekonani, że tak właśnie należy postępować. Z czasem to staje się naszą wartością. Gdyby ktoś potrzebował szerzej – odsyłam do Roberta Diltsa i jego poziomów logicznych. By zrozumieć, co praktycznie wynika z systemu wartości, odwołam się do moich szkoleń. Ruszyłem z Krakowa do Karpacza 1 marca.

Wartość 1 – Morsowa. Rano przed szkoleniem pojechałem kilka kilometrów z Karpacza do Przesieki. Na parkingu spotykam dwie dziewczyny, wyjmują z auta małą matę, jeden z morsowych rekwizytów. Pytam więc, gdzie ten morsowy wodospad. Zabierają mnie ze sobą. Po drodze spotykamy kilka par schodzących w dół. Szybkie „cześć” i dalej w drogę. Byłem w wodzie dłużej, kiedy wyszedłem, one, już przebrane, ruszyły na parking. Schodziłem sam. Takich dwu-, trzyosobowych grupek spotkałem kilka. Zapytałem kogoś, o co chodzi, dlaczego w takim pośpiechu. Okazało się, że to studenci lub osoby pracujące. Wpadają szybko, morsują chwilę i szybko do pracy lub na uczelnię. Nie ma czasu na dłuższe rozmowy czy celebrację, obowiązki czekają. Ale… jesteś morsem, to morsujesz. Wartością jest twoje zdrowie. I wzajemna życzliwość, nawet dla zupełnie obcego człowieka.

Wartość 2 – PASJA – Time Gates – Bramy Czasu w Jeleniej Górze. Na szkoleniu w Karpaczu uczestnicy namawiają mnie do odwiedzenia podziemi. Już na starcie komplikacja techniczna. Jest otwarte, ale zwiedzanie grupami. Za 20 minut będzie grupa, ale z gimnazjum. Zapraszają na dwunastą. Wtedy to ja muszę być już w drodze. Krótka narada (pomaga moja kurtka przewodnika beskidzkiego) i propozycja: short track! Pokażemy ci najciekawsze fragmenty, tak na szybko. Ruszamy w podziemia, mijamy kolejne Bramy przenosząc się w Czasie – Walonowie, żołnierze Napoleona, świecące szkło uranowe, makieta pociągu pancernego, ciągle aktywna farba fluorescencyjna z 1943 r. Mądre i przemyślane wykorzystanie czterech kilometrów podziemnych korytarzy, ciekawe plany. Co sześć miesięcy otwierają kolejny fragment ekspozycji. BTW – wydano mi (jako przewodnikowi) bilet za 0 (zero) złotych. PASJA!

Antywartość 3 – Co Ja Tu ROBIĘ?! Polecono mi także antykwariat na rynku. Wchodzę od strony Grodzkiej, jest informacja turystyczna, biorę mapkę. Wychodzę na rynek (w zasadzie plac Ratuszowy) i niespodzianka – wokół podcienia, nie widać szyldów. Wracam, by zapytać, gdzie jest ten antykwariat. Dwie (miłe) panie po konsultacjach stwierdzają, że na rynku nie ma, chyba jest na Długiej. Gdyby ktoś potrzebował na przyszłość – są dwa: plac Ratuszowy 19–21 oraz plac Ratuszowy 52. Jeden na oko 120 metrów, drugi ok. 70 metrów od… informacji turystycznej.

Wartość 4 – Tożsamościowa – Boszkowo, Hotel Sułkowski. Trzy duże grupy każdego dnia, wymiana grup, pokoi – naprawdę huk roboty. Mam swoją grupę, więc pełna koncentracja, ale dostrzegam jakiegoś nietypowego człowieka. Ciągle w akcji, coś ustala, udziela informacji, poprawia krzesła, domyka drzwi. Trudno określić jego funkcję. Ubrany dość zaskakująco, jak na środek lasów nad jeziorem – świetnie skrojona marynarka, poszetka. W czasie wieczornej imprezy porządkuje krzesła. Pytam. Okazuje się, że to pan Mariusz Zamojski. Dziwi się, że się dziwię. Jest menedżerem gastronomii tego hotelu: Jeśli mamy trzy duże grupy, to trzeba się nimi zająć. To dość proste. Rano o ósmej był w mojej sali szkoleniowej, rozmawialiśmy do dwudziestej trzeciej. Piętnaście godzin? No cóż – jestem menedżerem!

Na tę zaczynającą się wiosnę takich ludzi i takich wartości Wam życzę – ludzi życzliwych, pełnych pasji i rozumiejących, kim są i po co są.

Marek Skała
MEGALIT Instytut Szkoleń właściciel/trener
marek.skala@megalit.pl

Siła, którą daje rodzina, miłość, wsparcie, jest najważniejsza

Małgorzata Kożuchowska

Pobierz wydanie 05/2019

Zobacz również

Witaj, maj! HR-owy maj?

Maj dla HR-u to oczywiście Kadry. Ale też problem z długim weekendem. Mordor swobodnie to ogarnął, ale dla produkcji początek maja to zawsze wyzwanie logistyczne. Dla części z nas początek maja to także czas świąt. Święto Pracy, jeśli jest pozbawione znaczeń politycznych, powinno być HR-owi bliskie. Potem patriotycznie – Dzień Flagi, Konstytucja. Może zapytam zaskakująco, ale czy patriotyzm może nas, HR-owców, inspirować?

Co zrobić, kiedy nie wiesz, co robić?

Jest wpół do trzeciej nad ranem. Coś cię dręczy i nie możesz zasnąć. Nie możesz przestać myśleć o tym, co zrobić, jaką decyzję podjąć. Raz uważasz, że trzeba powiedzieć „tak”, ale już po dwóch minutach zmieniasz zdanie. Im dłużej się zastanawiasz, tym większy masz mętlik w głowie. Nie wiesz, co wybrać. Nie chcesz ryzykować i podjąć złej decyzji, ale jednocześnie nie masz pewności, która jest właściwa. Wpadasz w panikę. Bezskutecznie próbujesz zasnąć. Ciągłe wahanie skutecznie uprzykrza ci życie.

Jak do tego doszło?

To ostatnio moje ulubione pytanie. Zadaję je sobie zawsze w sytuacji, gdy zaciskam zęby i odczuwam ból, czyli dość często. Odpowiedź na nie jest jednak dużo bardziej skomplikowana, niż można się spodziewać. I dostarcza wielu cennych informacji. Na przykład w trakcie pisania tego artykułu napotykałam sytuacje, wymagające ode mnie dokonywania trudnych wyborów, podróży, przemieszczania się, porzucania jednych zadań na rzecz innych. Kiedy jedni siedzieli wygodnie w przedziale kolejowym i w drodze do Gdańska oglądali film, ja przerzucałam notatki, układałam akapity, dodawałam nowe fragmenty, robiłam korektę tekstu.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.